niedziela, 10 marca 2013

Opowiadania słodziaku

Rymowanki , kolorowanki


Wysyłaj swoje opowiadania , wiersze czy książki na : zdjeciula@vip.onet.pl



                                       Historia z życia wzięta

Moje życie straciło sens przez Ciebie!. Wiem to moja wina, że nie jesteśmy razem. Ta historia zaczęła się 16 czerwca w zeszłym roku. Moja przyjaciółka bardzo chciała mnie swatać z kolegą. On podobał mi się i pokazywał to, że i ja podobam się mu. Wiec od słowa do słowa byliśmy razem. [...] Byliśmy razem. Było nam razem cudownie. Lecz w szkole mieliśmy wycieczkę, na której bardzo mi zależało. On się zgodził rodzice też w końcu to tylko 4 dni!
Pojechałam cały czas myślałam o nim. Pisaliśmy. W pierwszy dzień wycieczki poszliśmy na spacer jakiś chłopak robił mi zdjęcia. Zbyt nie wiedziałam, o co chodzi, lecz nie przeszkadzało mi to. Wróciliśmy do pensjonatu. Miał pokój obok. Przed okno poprosił mnie o numer tel., lecz ja powiedziałam, że mu nie podam. Moje Koleżanki wzięły sprawę w swoje ręce. Podały mu mój nr.
On do mnie pisał. Na początku nie odp., ale przyszedł do mnie do pokoju i poprosiłbym odp. Okej. Napisałam "Cześć" pisaliśmy. Poprosił mnie bym usiadła z nim w autokarze! Głupia jestem wiem, lecz zgodziłam się! [...] Zasnęłam na jego ramieniu. Gdy obudziłam się zobaczyłam, że już dojechaliśmy. Nie wiedziałam, o co chodzi wszyscy się patrzyli. I dziwnie uśmiechali się. Po chwili podeszła koleżanka. Wykrzykując mi, że zasnęłam a on mnie przytulił. Że pisał mi na ręce kocham cię!
-JA NIC NIE CZUŁAM-!!!!!!!!!
Było mi głupio i postanowiłam nie odzywać się do niego.
Następnego dnia dziewczyny poszły na śniadanie. Lecz ja nie byłam głodna i poszłam usiąść na strych. Siedziałam sama i nagle przyszedł Adam -kolega-..] Zaczęłam mu się zwierzać z tego, co się dzieje. Ponieważ koleżanki z pokoju latał za ~Boskim~ I nie chciałam zawracać im głowy.
Dziewczyny wróciły. Sandra do mnie Mateusz pytał, dlaczego nie przyszłaś na śniadanie. Siedzi z nami przy stole.;/ Poczułam się źle i,że bardzo się boje. Zapytała, czego. Odpowiedziałam, że nie wiem czy kocham Patryka. [...] Mateusz zapytał czy chcę z nim być. Odp., że jestem zajęta!
Wiedziałam, że zauroczył się we mnie Tomek, Po chwili dostałam SMS od Adama "kocham Cię"
Nie wiedziałam, co robić zgubiłam się!
Nie miałam, z kim o tym porozmawiać.
Byłam z Tym sama. `Zerwałam `
14 Maja 2010. [...]
Prosiłbym wróciła, Lecz nie zgodziłam się!

Byłam z Mateuszem;( Było mi z nim źle, lecz bałam się zerwać był starszy! Byłam z Adamem nie kochałam go! Ale tym, że z nim byłam myślałam, że zapomnę! Nie pomogło! Byłam sama aż do sierpnia zgodziłam się wrócić do Patryka! Do teraz tego żałuję! Było fajnie razem z nim, lecz okłamał mnie! Napisał mi sms. Przepraszam nie mogę dziś przyjechać mam karę.
Weszłam na gg. Była jego siostra. Zapytałam czy jest Patryk w domu. Odpowiedziała, że nie, że siedzi z laska przyjaciela.!!!! Po chwili dostaje, sms. Z nieznanego numeru! Przepraszam, ale to koniec! Nie napisał tego on! Tylko jego koleżanka! On nic nie wiedział. ` Byliśmy razem, ` Lecz nie mogłam tak wiedząc, że mnie okłamał! Zerwałam! I nie żałuje!
Jestem teraz z Michałem! Jestem Szczęśliwa! A Mateusz Patryk Tomek Adam To moi przyjaciele, z którymi gadam do dziś!



_____________________________________________________________________________________________

                                                            Marzenia się spełniają :

Siedziała na parapecie, otworzyła brzoskwiniowego tymbarka, odruchowo spoglądając na kapsel: Marzenia się spełniają. Jak co noc obserwowała niebo. Robiła to instynktownie, wiedziała, że On w tym momencie patrzy na tę samą gwiazdę, czuła to. W tym momencie rozległ się dźwięk przychodzącego sms’a. Wzięła do ręki telefon, gdzie widniała nazwa jej całego świata. 01:01 ma chłopak wyczucie zaśmiała się i zaczęła czytać wiadomość: Kochanie, możesz wejść na gg?. Przepraszam, że się odzywam dopiero teraz, musiałem z rodzicami załatwić kilka spraw przez ostatnie kilka dni. Tak wywiązała się rozmowa. Potrafili przepisać ze sobą całe godziny, nigdy nie brakowało im tematów, znali siebie na wylot, doskonale wiedzieli, kiedy ich ukochana osoba ma zły humor i doskonale potrafili go jej poprawić, wzajemnie się uzupełniali. Byli przykładem bezgranicznej miłości, zakochali się w swoich charakterach, nie wyglądzie, gdyż dzieliło ich niecałe 750 km. Miłość na odległość? Rodzina i najbliżsi tego nie akceptowali, co więcej, uważali, że oboje marnują swoją młodość na spędzanie jej przy komputerze, na skype albo gg, zamiast szaleć i cieszyć się życiem z innymi. Ale dla nich opinie przyjaciół się nie liczyły, zadaniem każdego jest odnalezienie swojej drugiej połówki, swojej bratniej duszy. Kto powiedział, że jest ona w tym samym mieście? Kto powiedział, że to tamten chłopak z sąsiedztwa, tamta dziewczyna z klasy? To trzeba czuć samemu, samemu trzeba odnaleźć własne szczęście, chociażby miało się szukać 750 km dalej. Z/w Słońce:* odczytała, po czym ponownie zaczęła rozmyślać o dzielącej ich odległości. Kolejna łza spłynęła jej po policzku, odczuła cholerną pustkę w środku. Brak jej było jego bliskości, tak bardzo chciała go w końcu przytulić, zobaczyć, poczuć jego obecność. Tak naprawdę chciała być już jego. Ochłonęła. Jeszcze ponad półtora roku musi czekać żeby zobaczyć go po raz pierwszy. Wiedziała, że nigdy się nie podda i będzie z upragnieniem czekać na ukochanego.
Minęło 20 minut, odkąd nie ma go na gadu. Dosyć długo…pomyślała. Dochodziła 2 w nocy, zmęczenie wygrało, zasnęła z laptopem na kolanach. Ocknęła się po godzinie 4, obudziło ją głośne pukanie. Zerknęła na okno rozmowy, nie odpisał... Chociaż uznała, że na pewno miał powód, aby nie odpisać, lekko się zaniepokoiła. Jednak nie to jej powinno teraz chodzić po głowie, kto do cholery dobija się do drzwi?! Zeszła na dół, a że nie należała do ostrożnych, szybko otworzyła drzwi z chęcią wygarnięcia osobie, która zakłóciła jej sen. Lecz w tym momencie nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. W drzwiach ukazała się postać, którą widziała po raz pierwszy, jednak znała doskonale. Rozpoznawała nieziemski uśmiech, błyskotliwe spojrzenie. Jej delikatne ciało zaczęło drżeć, a oczy nabierać blasku. Nie mogła w to uwierzyć. On, widząc ogromne zaskoczenie swojej luby, a sam wariując ze szczęścia, przytulił ją jak najmocniej potrafił i pocałował w czoło.
- Już jestem kochanie. odpowiedział z niezwykłą czułością.
Po kilkunastu minutach powitania, kiedy dziewczyna wreszcie oprzytomniała, zaprosiła go do środka. Nastawiła herbatę, chociaż z nagłego napływu szczęścia poparzyła się wrzątkiem, pomyliła cukier z solą i porozlewała wodę w całej kuchni, i tak uśmiech nie schodził jej z twarzy. Wróciła do pokoju, odłożyła filiżanki na stoliku. Usiadła obok niego, uszczypnęła się po raz kolejny, aby upewnić się, że to naprawdę nie sen.
- Jak.. jak się tu znalazłeś? Jak to możliwe? zapytała.
- Widzisz kochanie obiecałem, ze przyjadę i jestem . Odpowiedział z czułością w głosie . 
- Ale dlaczego nic nie powiedziałeś, że przyjedziesz dzisiaj ? 
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę 
- Wariat! Mój kochany wariat. odpowiedziała, po chwili odczuwając lekkie dreszcze.
- Ja wariat? Ja nie sypiam przy otwartym oknie w taki ziąb! zaśmiał się.
Dziewczyna wstała, podeszła do okna zamykając je, zerknęła na parapet. Uśmiechnęła się, wzięła do ręki kapsel. Marzenia się spełniają odczytała, po czym wróciła, wtulając się do swojego szczęścia.
_____________________________________________________________________________________________

                                                            Poznałam :


Poznałam W 4,5 roku temu. Kiedy zobaczyłam Go po raz pierwszy, pomyślałam "niebezpieczny umysł", spodobał mi się, choć było w nim coś smutnego. Wysoki, przystojny, inteligentny, zaradny. Brylował w towarzystwie humorem, otaczając się grupą znajomych (także moich). Byłam wtedy w związku, który nigdy nie wydawał mi się być szczęśliwym. Wychodząc na papierosa przed pub spotkałam go, rozmawiającego przez telefon. Zakończył rozmowę i podał zapalniczkę. Chwilę rozmawialiśmy. widziałam że mu się podobam, ale mój sztywny kręgosłup moralny nie pozwolił na jakiekolwiek gesty zainteresowania. Następnego weekendu wybrałam się z grupą znajomych na bilard. Dziwnym trafem W tez się pojawił. Tym razem ewidentnie szukał ze mną kontaktu. Osobiście pomyślałam że to miłe, że taki mężczyzna się mną interesuje. Nie dawałam mu jednak szansy na żadne spoufalania. Wieczorem W odwoził nas (znajomych) do domu. mnie ostatnią. Nie chciałam żeby wiedział gdzie mieszkam, owego wieczoru dowiedziałam się że jest w długotrwałym związku, co tym bardziej dyskwalifikowało go jako potencjalnego "przyjaciela". Kazałam wysadzić się pod domem przyjaciółki. Odjechał. Odczekałam chwilę i ruszyłam do domu, on też odczekał...za zakrętem, śledził mnie z drogi i tym sposobem (jak sam później powiedział) stało się dla niego jasne, że NIE JESTEM ZAINTERESOWANA.
Kilka miesięcy później, przypadkowo spotkaliśmy się na przyjęciu u znajomych. Był sam, z resztą NIGDY nie widziałam go z dziewczyną... bawiliśmy się razem cały wieczór, a że doskonale się dogadywaliśmy od samego początku, wieczór upłynął mi bardzo miło. Odwiózł mnie do domu, a kiedy miałam wysiadać powiedział: "Czy miałabyś ochotę pójść ze mną na kolację?" Odpowiedziałam stojąc już na zewnątrz: " może miałabym, gdyby nie fakt że oboje jesteśmy w stałych związkach. takie rzeczy mnie nie interesują". Odpowiedział: "Nie znasz mnie na tyle, żeby stwierdzić czy mój związek należy nazywać związkiem, nie znasz relacji i zależności jakie są między mną a kobietą z którą żyję" Ja: "to twoja sprawa" On: "Zobaczysz, zostaniesz kiedyś moją żoną...obiecuję Ci to"... trzasnęłam drzwiami. Po tym wieczorze zauważyłam, że się usunął, ale dziwnie czułam jego obecność przez wiele wiele miesięcy.
Kolejne 2 lata upłynęły mi na kończeniu studiów, znalezieniu pracy, zakończeniu jednego, i rozpoczęciu kolejnego związku. był maj. mój kolejny związek był pomyłką zanim się rozpoczął. Bardzo starałam się pokochać kogoś kto deklarował miłość wieczną i nieskończoną. dziś wiem że postąpiłam okrutnie, dałam nadzieję. Kiedy się oświadczył, uciekłam. w miejscowości w której mieszkam ( i w której mieszka W) wieści szybko się niosą. Wszyscy wiedzieli co się stało (że mój chłopak mi się oświadczył), ale nikt nie wiedział że odmówiłam!
Chciałam odreagować, zapomnieć i poukładać sobie wszystko w głowie. Wracałam na weekend do domu (z miasta w którym studiowałam), wysiadłam w centrum miasteczka i poszłam do znajomego pubu na "piwko" lub kawkę w zależności od poziomu niezadowolenia z faktu przybycia na weekend:) Usiadłam przy stoliku, znajoma przyniosła piwo (hmm) a ja zapaliłam papierosa wpatrując się w sufit. Po kilkunastu "odwiedzinach" znajomych przy stoliku zostałam nareszcie sama. Po godzinie, kiedy miałam wychodzić, poczułam coś dziwnego, odwróciłam się i zauważyłam W. Patrzył na mnie a po chwili powiedział z szerokim uśmiechem: "Cześć" Odpowiedziałam "cześć" i sama zdziwiłam się radosnym tonem własnego głosu pamiętając nasze rozstanie sprzed 2 laty. "Wróciłaś na dobre?" "Sama nie wiem" "Powinienem Ci pogratulować, czy nie ma czego" wiedziałam do czego "pije" więc ze skrzywionymi ustami odpowiedziałam "Nie ma czego, nie przyjęłam zaręczyn" On: W takim razie GRATULUJĘ. Otwarłam szeroko oczy a on z nieskrywaną radością powiedział "Oczywiście że nie przyjęłaś, przecież masz być moją żoną, pamiętasz"? zaśmiałam się a on zaproponował kolejnego drinka. Musiałam iść do domu, ale pomyślałam że nikt tam na mnie nie czeka, rodzice na wakacjach, pusty dom, cisza...zgodziłam się zostać. Przegadaliśmy do późnej nocy, aż znajoma powiedziała że niestety musi zamknąć lokal:) Odwiózł mnie do domu i obiecał następnego dnia przyjechać po mnie.
pierwszy raz w życiu nie czułam "nieznanego", byłam tak spokojna, cały niepokój gdzieś odszedł a problemy i rozterki zdawały się nigdy nie istnieć.
Kolejne kilka miesięcy spędziliśmy razem, od tamtego dnia w pubie, codziennie, każdego dnia. Po 2 tygodniach spotkań zapytał: "Wiesz że czekałem na Ciebie? Tyle lat, tyle razy dzwoniłem, nigdy nie odbierałaś, kocham Cię od kiedy Cię zobaczyłem, każdego dnia bardziej. I wtedy, mówiłem poważnie...chcę żebyś została moją żoną". Po 3 miesiącach oświadczył się a ja byłam najszczęśliwsza na świecie! Po kolejnych kilku zaszłam w ciążę, wzięliśmy ślub, zaczęliśmy budowę domu. Jesteśmy małżeństwem, mamy cudowną córeczkę którą kochamy nad życie, ale najbardziej kochamy siebie wzajemnie. Każdego dnia bardziej. Codziennie jest lepiej, a kiedy zamyślę się na chwilę W bierze moją twarz w dłonie i mówi "Kocham Cię od zawsze i na zawsze, pamiętaj".

Ps: kilka miesięcy po porodzie spotkałam jego byłą partnerkę. Popatrzyła na mnie, podeszła, uśmiechnęła się i powiedziała: "On Cie zawsze kochał. Miał twoje zdjęcia, dzwonił, pisał, pytał o Ciebie przez te wszystkie lata. Dlatego nigdy nie chciałam Cię spotkać. nienawidziłam Cię. W był i jest wspaniałym człowiekiem. Choć był ze mną tak długo, wiem że nigdy nie czuł do mnie 1% tego, co do Ciebie. Byłam od niego zależna finansowo, miałam problemy w rodzinie, nie dałabym sobie rady. Jestem mu wdzięczna, że dał mi aż tyle czasu, że nie wyrzucił mnie na ulicę. Przepraszam, że ten czas nie mógł należeć do Ciebie". Chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwała: "Powiem Ci coś i już nigdy więcej nie będziemy ze sobą rozmawiać. To jest najprawdziwsza miłość".

Wtedy uwierzyłam. I wierzę do dziś.
_____________________________________________________________________

                                                    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz